Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie, jako smakujesz, jak sam kosmetyki produkujesz…
Średniowiecze… Wieki temu, czyli już dosyć dawno ludzie znali się na ziołach i stosowali je w lecznictwie i kosmetykach. Tak… Robiono z ziół, czy kwiatów kosmetyki. W średniowieczu, daty nie uściślono, znano sasankę. Kwiat wiosenny i dziś trudno spotykany. Ceniona była nadewszystko. Krążyły o niej legendy. Działała mocno znieczulająco, a nawet wprowadzała w stan krótkotrwałej śmierci… Legenda mówi, iż niedźwiedź zasnął na zimę, a człowiek wraz z nim. I tak spali do wiosny… Rosyjskie bajki… Dziś wspomniana sasanka ma potwierdzone właściwości lecznicze. Ze wschodu również pochodzili staroobrzędowcy. Ich wiara i niechęć do reformacji skłoniła ich do ucieczki do innego kraju do Prus Wschodnich. Tu ich wiara rozkwitła. Staroobrzędowców przybywało i powstawały nowe wioski. Byli bardzo pracowici. Nie pili alkoholu. Dla nich wszystko, co naturalne było może nie cudem, lecz darem. Przypuszczalnie wynikało to z ich wiary. Filiponi, bo tak też na nich mówiono, znali receptury na leki i kosmetyki. Wiedzieli o ziołach i roślinach dużo. Czy zapisywali receptury? Być może. Być może przekazywali sobie ustnie tajniki… Może niektóre zostały zapisane? Wszak założyli drukarnie w Piszu, by móc drukować księgi i książki dla wyznawców…
Wychodząc dziś na łąkę, nie dostrzegamy obiadu. Nie widzimy ziół rozgrzewających. Niemalże wiek temu w Prusach Wschodnich wydawano zielnik. Książka zawierała informację o roślinie i jej wizerunek :). Należało o niej przeczytać i odnaleźć. Następnie wkleić do zielnika… Natomiast, czy starowiercy postępowali tak samo?
Wspomnienie archeologiczne…
„Przepis na tonik do twarzy wyglądał zaś następująco: „Użyć trzy łyżki korzeni lilii, pół litra wody i łyżkę miodu. Wodę zagotować z korzeniami przez godzinę, zostawić na noc, by płyn się zmacerował, przecedzić, jeszcze raz zagrzać, dodać miód i stosować do cery suchej i starej”. Stosowano także balsam do ciała z płatków róży w oleju migdałowym czy maseczkę z zagotowanej fasoli z dodatkiem łyżki oliwy, soku z cytryny i odrobiny miodu.” Opowiadała archeolog Grażyna Nawrolska.
Owce na Mazurach, czyli skudde.
Wszystko zaczęło się od wspomnianego zwierzęcia hodowlanego. Wątki skudde i czarnej sukienki, od dawna zaprząta mi umysł. Pewnego czasu pokusiłam się na rozważania kolorystyczne sukni











































































































